Strona główna

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Tańsza wersja L'oreal Colour Riche Lip Balm? SpectaculART Sheer Lip Colour 02 Revel The Red

W tym roku nie tylko zima zaskoczyła kierowców. Niedawno na salony Hebe wkroczyła SpectaculART, a w przeciągu zaledwie paru dni także zapukała do drzwi Drogerii Natura. Widząc zapowiedzi, a raczej ich brak ze strony Natury wiele z nas zdążyło już pożegnać się z tą edycją limitowaną, która ni stąd ni zowąd pojawiła się w obu drogeriach.
W czasie oczekiwania obejrzałam wiele swatchy i priorytetem stały się szminki. Zresztą, już sam opis był bardzo kuszący, więc gdy tylko przeczytałam radosną wieść o dostępności SpectaculART nawet się nie zastanawiałam. Zresztą, na namysły miałam dwa miesiące...

Używam dosyć intensywnie tej pomadki od trzech dni i jestem po prostu zachwycona. Lubię, uwielbiam szminki Catrice (choć moja miłość nieco podupadła po produkcie z 40ties Hollywood Fabulous), więc z tą też wiązałam wielkie nadzieje, które absolutnie się spełniły (przynajmniej po wstępnych testach). Jako, że jestem ostatnio bardzo zabiegana, nie mam czasu, żeby kontrolować stan moich ust, dlatego bardzo chętnie przystałam na delikatny kolor, jaki nadaje ten kosmetyk (choć, jak już pewnie stałe czytelniczki tego bloga wiedzą, nie boję się intensywnych barw). Wcale nie jest brokatowa, jak mogłoby się wydawać na zdjęciach promocyjnych- tworzy piękną taflę. Nakładanie to sama przyjemność, naprawdę miła odmiana od nieco tępej Marlenki ;). Według mnie Sheer Lip Colour ma właściwości wygładzające, przez co uwydatnia usta. Może nie tak jak błyszczyki z pieprzem, papryczką chili czy podobnymi historiami, ale ja widzę różnicę. Na plus oczywiście też opakowanie, tym razem bez ornamentów, które mają do siebie, że strasznie łatwo schodzą. Jedyny minus to taki, że dla uzyskania wyraźniejszego koloru trzeba się trochę namachać, co nie wróży wydajności. Chyba wrócę się po kolejną...



Jedna warstwa




Wiele warstw



piątek, 14 grudnia 2012

Love was made for me and you! Essence Hugs and Kisses i Snow Jam

Jaka to oszczędność czasu zakochać się od pierwszego wejrzenia!
 Julian Tuwim

Niestety, w przypadku tych dwóch limitek raczej nie mogę mówić o oszczędności czasu. Podejrzewam, że czeka mnie jeszcze przejrzenie wielu swatchy, żeby się do nich przekonać, a szczerze mówiąc nie jestem pewna, czy kiedykolwiek to nastąpi. Niby Hugs and Kisses jest taka jaka powinna być miłość: lekka, przyjemna i kolorowa. No cóż, taka miłość to może być w czasie podstawówki i gimnazjum (choć i tak wtedy ma swoje "dramaty") i mam wrażenie, że tym razem Essence obrało sobie właśnie takich odbiorców. Ze Snow Jam nie mam żadnych kreatywnych skojarzeń, zestawienie kolorów przypomina mi ortalion (nie lubię połączenie intensywnego błękitu z takimże fioletem), więc to kompletnie nie moja bajka. Mimo to, zapraszam to oglądania.

Hugs and Kisses
styczeń 2013

Róż | Blush
01 Dating Prince Charming

Paletka cieni do powiek | Eyeshadow Palette

01 Love at first sight

Brokatowe eyelinery | Glitter eyeliners

01 With X's and O's 02 Love's out to get you

Lip tinty | Lip tints

01 Sugar Baby Love 02 Save your kisses for me

Scrub do ust | Lip scrub

01 Be My Valentine

Lakiery do paznokci | Nail art twins base coats

01 Sugar Baby Love 02 Love it or leave it 03 With X's and O's 04 Save your kisses for me

Lakiery nawierzchniowe | Nail art twins top coat


01 More than words 02 Dreams for sale 03 Crazy in love 04 Sunshine and red roses

Naklejki do paznokci | Nail stickers

01 Crazy About You

Sztuczne rzęsy | False lashes

01 Sugarpie Honeybunch

Perfumy | Eau de toilette


Przesłodzenie idealne na Walentynki (wspominałam kiedyś, żeby to święto wywołuje u mnie odruchy antyperystaltyczne?). Jak zobaczyłam ją po raz pierwszy to w oczy rzuciła mi się paletka z właśnie takimi pozytywnymi kolorami. Niestety, wątpię, żeby tymi kolorami dałoby się zrobić cokolwiek widocznego. Lakiery bardzo trafiają w mój gust, a topy są po prostu przecudowne! Zima to okres,w którym zdecydowanie najchętniej noszę wszelkie świecidełka, a mój czujnik kiczu wyraźnie spada. Chętnie powąchałabym perfumy (choć jeszcze nie wiem nawet, jak pachną te ze stałej oferty), ale nie powiem, żeby opakowanie mnie specjalnie przyciągało. Gdyby limitowanka pojawiła się w Polsce, na pewno kupiłabym scrub. Jestem zbyt nieogarnięta na metodę z cukrem, a ten produkt wydaje się być gęsty i przyjemny w użyciu. Lip tinty są okropnie wtórne, co już zaczyna mnie powoli śmieszyć (za każdym razem lip tint musi być czerwony, a od Class of 2013 także jasno różowy). Nie skusiłam się na brokatowe eyelinery z Breaking Dawn, mam wrażenie, że takie wynalazki to nie dla mnie, więc nie jestem jakoś specjalnie zachwycona ich kolejnym pojawieniem się. Cosnovo, więcej żelków! Naklejki i sztuczne rzęsy, chociaż bardzo lubię, tak te są dla mnie kompletnym niewypałem.

Snow Jam
styczeń 2013

Sorbetowe cienie | Eyeshadows sorbet


01 Lilac is my style 02 Top of the ice-stream 03 Life is a freeride


Podwójne kredki jumbo | Jumbo duo eyepencils

01 Let’s hit the slope 02 Petrol snow-queen

Balsamy do ust | Lip balms

01 lLlac is my style 02 Goofy-blue

Lakiery do paznokci | Nail polishes


01 Goofy-blue 02 Lilac is my style 03 Life is a freeride 04 Top of the ice-stream
Pilniczki | Mini files

01 snowboard-girls rock!

Krem do rąk | 24h hand protection balm


Nie wiem, czy tylko dla mnie jest to nielogiczne, ale wrzucanie czegoś, co się nie sprawdza po tysiąc razy, nie sprawi, że nagle zacznie działać. Mówię tu oczywiście o cieniach w sorbecie, które dają jedynie poświatę koloru. Rozumiem, są osoby, które nie lubią mocnego makijażu, ale taki cień turkusu w połączeniu jeszcze z błękitem da efekt ofiary przemocy domowej. Za to wielkie nadzieje pokładam w kredkach jumbo, które trochę przypominają mi te z Kiko. Ciemniejsze kolory wyglądają ciekawie, te jaśniejsze już niekoniecznie. Interesująco wyglądają również balsamy, które są wzorowane na tych z Miami Roller Girl, choć tutaj sprawa zapowiada się jeszcze lepiej, bo z kolorów zupełnie nie kojarzących się z ustami pewnie będą zamieniać się na różowy czy pomarańczowy. Lakiery mnie nie szczególnie kręcą, zdecydowanie wolę rozwiązanie kremowy lakier+ błyszczący lakier nawierzchniowy. Jak dla mnie pilniczki i krem do rąk są wrzucone do tej limitki na odchodnym...

Za to ja na odchodnym wrzucam Wam piosenkę :)




niedziela, 2 grudnia 2012

Nie tylko dla hipsterów. Essence Vintage District

Essence zabiera nas po podróż po starych uliczkach (którymi przechadzają się gromady hipsterów robiący sobie hipster-zdjęcia). Odziane w staromodne kożuchy przechadzamy się pomiędzy idealnie zgranymi kolorami, które na zasadzie kontrastów łagodzą się wzajemnie i łączą w spójną całość.
Skoro vintage to i nawiązujemy to przeszłości- z gruzów odkopujemy eyelinery, w tym jeden w całkiem przyjaznym morskim odcieniu przełamanym błękitem. Kolory szminek, niczym komin (bądź bardziej przyziemnie- grzejnik) przyciągają do siebie spośród zimnych barw. W tę kompozycję znakomicie wpisuje się róż z złotym ornamentem przypominającym mebel ze sklepu z antykami.

Vintage District

Cienie | Eyeshadows

01 I’m so retro 02 Shopping @ Portobello Road 03 Get arty

Zestawy żelowy eyeliner+pędzelek | Gel eyeliner sets

01 Shopping @ Portobello Road 02 Get arty

Duo szminka+ błyszczyk | Duo Lipstick & Gloss

01 Vintage peach 02 Antique pink
Róż | Multi colour blush

01 It’s populart


Lakiery do paznokci | Nail polishes

01 Vintage peach 02 Shopping @ Portobello Road 03 Antique pink 04 Get arty

Lakier nawierzchniowy | Top coat gel look

01 Shine like new

Ozdoby do paznokci

01 Something g-old – something new 02 Designer for a day
Chociaż nie praktykuję stylu vintage, to ta limitka podbiła moje serce. Cienie są prześliczne, przypominają mi jakieś stare mapy. Tradycyjnie zwabiły mnie eyelinery, morski po prostu muszę mieć! W dodatku szminkobłyszczyki również idealnie wpaswują się w mój gust. Po raz pierwszy podobają mi się wszystkie lakiery, szczególnie szary wydaje się być interesujący. Z kolei lakier nawierzchniowy chyba urwał się z innej bajki- mogli się już trzymać konwencji i dać go w to samo opakowanie co resztę. W dodatku gel look ze stałej oferty podobno strasznie długo wysycha, a to dla mnie wada nie do przejścia. Ozdoby zapowiadają się co najmniej świetnie, ogromnie podoba mi się pierwsze wersja wraz z jej nazwą.
Naturo, mam nadzieję, że wiedziałaś co robić.

niedziela, 18 listopada 2012

Sztuka dla treści czyli luźno o minimalizmie przy kubku herbaty

Panie premierze, jak blogować?

Nigdy nie chciałam, aby ten blog był tylko kosmetyczny/ urodowy, choć wzbraniałam się przed nazwaniem go lifestyle'owym (kojarzy mi się to z szatniarkami szafiarkami, które wypowiadają się na temat, o którym niekoniecznie mają jakiekolwiek pojęcie). Po prostu nie jestem w stanie skupić się na jednej rzeczy (nie, nie chcę i nie będę tego leczyć), co zresztą widać w każdym poście. Stąd gdy zobaczyłam wpis Piękności dnia o minimalistycznym wyglądzie bloga stwierdziłam, że jest to sprawa warta odgalopowania od szminek, cieni i lakierów.

Zacytuję ten sam fragment bloga Zombie Samurai co Piękność dnia
"W swoim zawiłym, blogerskim życiu pisałem na różne, dziwne sposoby i zdecydowanie najlepszym, najfajniejszym i najbardziej satysfakcjonującym jest tworzenie minimalistycznego bloga. Takiego, w którym nie trzeba przejmować się tym, co wokół postu, nie trzeba przygotowywać graficzek, wyszukiwać badziewnych, stockowych fotek. Można po prostu skupić się na treści.
Powiedzmy sobie szczerze: większość blogów składa się dziś z kompletnie zbędnych klocków odwracających uwagę od tego co najważniejsze i do tego z reguły niczego nie dających."
Zacznijmy od tego, że nie jestem przeciwniczką minimalizmu. Słabość ludzi do wszystkiego, co nowoczesne, często kieruje go do tego właśnie kierunku (ośmielę się wysnuć takie stwierdzenie, że jest to teoretycznie jedna z najprostszych dróg w życiu codziennym by przykładowo pomieszczenie wyglądało bardziej współcześnie). Biel i czerń, czy nie kojarzy nam się to z profesjonalizmem? Przecież nikt, komu zależy na pracy nie wydrukuje CV na różowym papierze (choć wiadomo, są wyjątki potencjalnych pracowników i pracodawców).

Minimalizm służy eksponowaniu treści. Naszym przemyśleniom, bardziej lub mniej głębokim. Nie rozpraszają nas różnej maści widgety, tęczowy nagłówek, różowa czcionka, graficzki czy stockowe fotki. Jednak czy wszystkie te zabiegi są naprawdę potrzebne blogowi kosmetycznemu? Czy w rzeczywistości tak bardzo wczytujemy się w treść recenzji balsamu, że lista komentatorów czy graficzne ujęcie czytelników na świecie przeszkadza nam w kontemplacji nad jego opisem jego konsystencji?

Forma wynika z funkcji, przynajmniej tak zakładali moderniści. Funkcji bloga urodowego chyba nie muszę żadnej z Was tłumaczyć, to rzecz oczywista. Czy nie przydają się zdjęcia, czy to samego opakowania, czy przedstawiającego kolor jakiegoś produktu? 
Przyznam szczerze, ja lubię jak jest dużo zdjęć. Daje mi to lepsze pojęcie o danej rzeczy niż sam opis. To trochę jak z opisem zapachu perfum- jeszcze nie wymyślono urządzania albo nie jest na tyle popularne, które umożliwiałoby przesyłanie zapachu na odległość. Dlatego tak bardzo cenimy osoby, które mają umiejętność opisywania nut zapachowych. Teraz wyobraźmy sobie, że takie urządzenie istnieje, jego dostępność nie różni się od dostępności aparatu, kamery czy skanera. Czy nie byłoby łatwiej podjąć decyzji o zakupie perfum przez internet? Dlaczego wobec tego mamy rezygnować ze zdobyczy cywilizacji jakim są zdjęcia? Może w tym punkcie poszłam za daleko, ale przecież minimalizm może również zakładać minimum fotografii. Przecież odwracają uwagę od tekstu, bo akurat trzymamy jakiś produkt w ręce, a na paznokciach mamy fajny lakier, którego recenzja nie dotyczy.

Przyznam się do kolejnej słabości- lubię ładne blogi. Z ciekawym nagłówkiem, przyjemną dla oka kompozycją. Owszem, nadmiar może zniechęcać, ale wszelaki niedobór też. Nie każdy blog, by być przejrzystym musi ograniczać się we wszystkich względach, a widząc dopracowany banner mogę się spodziewać takiejże treści. Można napracować się nad wyglądem bloga, a potem zapomnieć o treści, ale po co? To jest sprzeczne same w sobie.

Niech żyją zbędne klocki! To one tworzą Twojego bloga!



czwartek, 15 listopada 2012

Zew Syberii i kolorów. Catrice NEONaturals i Siberian Call

Po naprawdę udanych limitkach jak Hollywood Fabulous 40ties czy SpectacularART (która nie zachwyciła mnie na początku, ale cofam to! Po obejrzeniu swatchy nie mogę się doczekać!) nastąpiła posucha. Szczególnie, że Syberian Call (z wiadomo jakich źródeł) wydawała się tak jakby ciekawsza. Do tego kolejna limitka lakierowa- cóż po Catrice spodziwałabym się więcej. Może sam pomysł ciekawy, ale mam wątpliwości, ale wykonanie zawiodło. Zresztą... tak, zobaczcie same :).

Siberian Call

Wypiekane cienie | Mountain Baked Eyeshadows

C01 Here, Take Your Gear
C02 I’m A Graydreamer
C03 Rose’s Wood
C04 Rest in the Forest

Pomadki w kremie | Lip Creams

C01 Rest In The Forest | C02 Coral -al -al -al | C03 Firetracker

Błyszczyk | Crystal Lip Topcoat


Róże w kremie | Cream To Powder Blushes

C01 Coral -al -al -al 
C02 Rose’s Wood

Lakiery | Ultimate Nail Lacquers

C01 The Calm Call | C02 I’m A Graydreamer | C03 Sky And Snow | C04 Rest in the Forest | C05 Coral -al -al -al


Znowu. Znowu. Znowu nazwa, która mógłby być kopalnią pomysłów na projekty kosmetyków przerosła twórców, w wyniku czego mamy produktowe déjà vu. Jedynie cienie wyglądają przyzwoicie, choć gdybym miała nadać tytuł limitki w skład w której wchodzą byłoby to raczej coś w tylu Vulcanic Eruption albo Eyafjallajökull (tak, wiem, że to lodowiec). Szminki w kremie mają ładne kolory, ale mając do tej pory wybór w szafach Manhattan czy Basic ten typ porduktu, wątpię, żebym się na nie skusiła. Iskrzący top to dla mnie pomyłka, podobnie róż w kolorze świnkowego podkładu. Lakiery, choć przykuwające wzrok są nie do końca w moim guście. Sam design opakowań jest dla mnie miksem poprzednich zimowych limitek Essence. Cosnova, why so boring?
NEONaturals

Neonowe lakiery | Ultimate NEON Nail Lacquers

C01 Little Miss Sunshine | C02 For Bright Guys | C03 Mr. Brightsight | C04 Mrs. Brightsight | C05 Bright, Brighter & Brightest | C06 On The Bright Side Of Life

Naturalne lakiery | Ultimate NATURAL Nail Lacquers


C01 Be Naturally Crazy | C02 Natural Is Calling | C03 Makes Me Smile | C04 Enjoy Me | C05 Have A Good Day | C06 Be Natural.

Zestaw do ozdabiania paznokci | Nail Art Kit


Narzekanie mode on ciąg dalszy. Gdzie są te neony? Nie mówię, że to kolory nie są ładne, ale daleko im do odblaskowych markerów. Za to część naturalna jest godna pochwały- można było po prostu dać lakiery w skali cielistości barw, ale producent postawił na coś znacznie bardziej interesującego. Mam mieszane uczucia co do zestawu do zdobień- jest coś podobnego w ofercie Essence, tutaj zamiast gąbeczek mamy naklejki do frencha i zestaw trzydziestu trików i porad. WTF? Żyjemy w czasach niemal wszechobecnego Internetu (tylko gdzie on jest jak szukam wifi na mieście?), więc pytanie nasuwa się samo: po co?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...